Wiele lat temu poproszono mnie prywatnie o sprawdzenie poziomu
promieniowania w wytwórni pustaków które były robione miedzy innymi  z pyłów
z Elektrociepłowni - wyszło blisko zera ale przez ciekawość sprawdziłem jak
wygląda sygnał przy jezdni /na poboczu/ drogi Warszawa - Terespol i tam był
podwyzszony poziom chociać nie przekraczał norm z przed jakiś 20-25 lat.
Po awari w Czernobylu chodziłem amatorsko i sprawdzałem łaki, pola,
otoczenie domów, zbiorniki wody i nigdzie nie natrafiłem na poziom
zagrażający zdrowiu chociaz trafiały sie plamy wielkości kilku metrów o
podwyższonym sygnale  w stosunku do otoczenia.
Przy wylotach wody  z rynien tez zdarzały się "sygnały"
Gdzieś jeszcze  w piwnicy mam taki dozymetr radziecki do sprawdzania terenu
SJS
Ja tez mam i tez sie bawilem po Czarnobylu... Nawet co nieco znalazlem, w
Krakowie niestety. Metoda polowkowa sie to robi. Po zmieceniu pylu, smieci z
mojego balkonu gdzie licznik "wyrczal" jak dziki, dzielilismy je na pol i
jedna czesc wykazywala promieniowanie a druga nie. I tak do skutku.
Wydzielilismy z tego pylu cos, co trudno bylo zobaczyc przez lupe; czastke
wielkosci 1/10 ziarnka maku... I ona dawala w tylek, ze hej. Kto mieczem
wojuje ten od miecza ginie... Ciekawa sprawa. Pamietam, ze kilka dni po
wybuchu, przez pol dnia nad Krakowem wisiala chmura, dziwna chmura. Niby bylo
pochmurno ale idac ulica zauwazalem swoj cien na chodniku. Taki slaby ale
cien, lub scislej - polcien, ktorego przeciez, jak jest pochnmurno, no to nie
ma! I po jakims czasie, moze sie to wydac smieszne, na moim osobistym nosie
pojawila sie brazowa plamka, ktora dosc szybko rosla... Gdy po kilku
tygodniach urosla do rozmiarow, srednicy ponad 1 cm i kazdy zamiast na mnie to
sie gapil na moj nos, to sie wqrwilem i normalnie, zyletka przy goleniu ja
ogolilem. Troche bolalo ale poczulem jakby zgrzyt. Zaczerwieniony nos potem
umylem i o dziwo plama na skorze, powoli, ale znikla i na szczescie nie mam,
nos wrocil do swego normalnego koloru (wylaczajac kaca).
Ale nie o tym chcialem pisac. Dozymetr to jest zupelnie co innego. Ma to-to
ksztalt i wielkosc dlugopisu, ktory nosi sie w kieszonce. Jest to chytre
urzadzonko, mam ich kilka do dzis. Produkcji CCCP, zerzniete z amerykanskiego,
Jest to miniaturowy mikroskop, w ognisku ktorego umieszczono szklany
cylinderek, w srodku ktorego jest petelka platynowego, bardzo cieniutkiego
drucika polaczonego z zaciskiem do podlaczania wysokiego napiecia rzedu 1 kV.
Na zewnatrz pojemniczka jest aluminiowy pierscien tworzacy z tym drucikiem
kondensator cylindryczny o bardzo dobrej izolacji. Gdy sie ten kondensator
naladuje, pod wplywem pola elektrycznego drucik wygina sie tak, ze na skali
widocznej gdy sie patrzy przez ten uklad optyczny, widac zero. I teraz pod
wplywem promieniowania kondensator ten powoli sie rozladowuje, drucik
wyprostowywuje, na skali pojawiaja sie wartosci rentgenow i to jest dowod na
to, ze gosciu, ktory ten dozymetr nosi, zostal napromieniowany. Co ciekawe,
ten kondensator czyli dozymetr, przy braku promieniowania utrzymuje swoj
ladunek elektryczny przez lata cale. Z popromiennym pzdr.